sobota, 14 lipca 2012


Jedną z podobnych sytuacji przeżyłem w dość dziwnym miejscu. Była to mianowicie piwnica bez żadnych okien.  Odpowiedziałem na ogłoszenie w którym szukali osoby do obsługi klienta. Już samo trafienie na rozmowę kwalifikacyjna nastręczyły niemało trudności. Nie było żadnych informacji o tej firmie, wiec żeby tam trafić musiałem przejść przez biuro innej firmy i tak trafiłem do piwnicy.

     W tejże piwnicy bez okien dowiedziałem się na czym by polegała ta praca w obsłudze klienta. Oczywiście była to czysta akwizycja polegająca na jeżdżeniu po wsiach i wciskaniu ludziom pewnego produktu (mniejsza o nazwę). To mi przypomina domokrążców których tez spotykałem i opinie o nich.

    Oczywiście po zapoznaniu się z charakterem pracy i warunkami (miedzy innymi tym iż jest to umowa zlecenie z wynagrodzeniem prowizyjnym) podziękowałem za tą ofertę. Swoja drogą gdyby od razu podali w ogłoszeniach jaka to praca to zaoszczędzili by czas i sobie na rekrutacji i niedoszłym pracownikom, nie mówiąc już o straconych nerwach i pieniądzach na dojazd (a przecież osoby szukające pracy nigdy nie cierpią na brak gotówki). Ja z tej rozmowy wyniosłem tylko jedno, mianowicie  iż siedziba firmy (szczególnie tak małej) może się znajdować w naprawdę dziwnym miejscy gdzie nie łatwo trafić.  

niedziela, 8 lipca 2012


Wracając do poprzedniego tematu, miałem wiele takich rekrutacji, które były prowadzone niby na stanowiska takie jak „pracownik biurowy, pracownik magazynowy, obsługa klienta” i inne, a w rzeczywistości chodziło o akwizycję. Już teraz wiem iż a praca nie cieszy się szczególnym powodzeniem skoro ludzie ja oferujący uciekają się do oszustw aby tylko kogoś pozyskać do pracy, aby ktoś dla nich wciskał ludziom różne produkty.

    Wszystkie te rekrutacje miały wiele wspólnych rzeczy, opisze je tu może komuś się przyda nie niepotrzebnie nie straci czasu chodząc na takie rozmowy, oczywiście jeśli nie jest zainteresowany tego typu pracą.

   Po pierwsze wszystkie tego tupu ogłoszenie podaja iż jest to praca jako: pracownik biurowy, pracownik działu obsługi klienta, pracownik magazynowy, rzadziej przedstawiciel handlowy itp., ale nie znajdziecie w tych ogłoszeniach informacji iż jest to akwizycja i sprzedaż bezpośrednia. Czyli jest to jawne oszustwo. Po drugie raczej nie znajdziecie informacji (oprócz nielicznych wyjątków) odnośnie samych firm zamieszczających ogłoszenia. Po trzecie wszędzie rozmowy przebiegają podobnie tz.  są bardzo lakoniczne. Oczywiście nie dowiesz się, lub bardzo mało odnoście przyszłego stanowiska pracy i oferowanych warunków pracy i płacy. Od razu powiem iż ma tu na celu wprowadzenie w błąd i pozyskanie pracownika praktycznie za wszelka cenę. Chodzi o to aby taka osoba przyszła na tz. „szkolenie” które będzie polegało najczęściej na tym iż zostanie wywieziona do innego miasta lub wsi i tam będzie wciskała ludziom jakiś produkt (gama produktów jest wielka wiec  ich tu nie wymieniam). Wtedy dopiero wiadomo co to za praca i wtedy większość tak oszukanych osób rezygnuje z tej pracy. I jeszcze jedno jak można takie ogłoszenie rozpoznać. Otóż ukazują się one regularnie i w długim czasie, tz. przez nawet kilka lat, oczywiście czasem lekko modyfikowane.

     Dzięki temu iż miałem wątpliwą przyjemność być na kilku tego typu rozmowach poznałem metody poszukiwania pracowników przez tego rodzaju firmy, fortele przez nich stosowane. Nauczyłem się także jak unikać tego typu ogłoszeń, a co za tym idzie rozczarowań. Opisałem tu j w skrócie. Mam nadzieję iż ten opis pomoże niektórym uniknąć rozczarowań, a także zaoszczędzić czas. Wiem iż wiele osób miało takie doświadczenia, można o tym informacje znaleźć na wielu internetowych forach i nie tylko. Jeśli ktoś z czytających miał takie doświadczenia zapraszam do opisania tego w komentarzach, może dzięki temu ktoś inny uniknie takich sytuacji.

    

wtorek, 26 czerwca 2012


Jedną z pierwszych rozmów rekrutacyjnych jaką miałem po obronie pracy magisterskiej była rozmowa rekrutacyjna na stanowisko pracownika biurowego (tak mi się przynajmniej na początku wydawało). W ogłoszeniu napisali iż to jest rekrutacja na pracownika biurowego w młodej i dynamicznej firmie. Niestety już na początku nie mogłem znaleźć żadnych informacji o tej firmie, ale w końcu to miała być młoda firma więc poszedłem na rozmowę. Firma miała swoja siedzibę w starym biurowcu, a w zasadzie siedziba to za dużo powiedziane. Był to jeden pokój z wydrukowana kartką na drzwiach na której widniała nazwa firmy i informacja iż w tym pokoju jest rekrutacja. Sama rozmowa także przebiegała dość dziwnie ponieważ nie dowiedziałem się czym ta firma się zajmuję, ani czym ja miałbym się zajmować. Na rozmowie padały same ogólniki, a to co z niej zapamiętałem to rekrut era który nawet nie był zainteresowany moim CV, nie pytał mnie o doświadczenie ani o wykształcenie. Zapadło mi w pamięć tylko jedna pytanie „Jakiej pracy nie chciał by pan wykonywać?” Moja odpowiedź brzmiała: „Takiej do której nie mam kwalifikacji i przez to mógłbym komuś zaszkodzić np. pracy jako lekarz (ponieważ nie znam się na leczeniu ludzi) i akwizycji ponieważ do tego się nie nadaję.  Na tym się skończyła rozmowa, oczywiście z informacją iż jak nie odzwonią w ciągu tygodnia to wybrali kogoś innego.

     Oczywiście w ciągu tygodnia nie odzwonili, ale jakież było moje zdziwienie kiedy oddzwonili po 2 tygodniach z informacja iż otrzymałem ta pracę i mam przyjść na kolejny dzień aby dogadać warunki. Po przyjściu następnego dnia zobaczyłem iż oprócz mnie Czekaja tam jeszcze 2 dziewczyny. W sumie czekaliśmy tak ponad 30 min. Oczywiście te dziewczyny AK jak ja nie wiedziały czym się firma zajmuje i co miały by robić. Najpierw weszła jedna z nich a ja w tym czasie porozmawiałem z drugą. Ta pierwsza dziewczyna dość szybko wyszła i to bardzo wkurzona gdyż okazało się że ta praca polega na akwizycyjnym wciskaniu ludziom jakiejś telewizji na kartę, chodzenie po jakiś miasteczkach i wciskaniu ludziom tej telewizji na kartę. Samo wynagrodzenie miały być wyłącznie prowizyjce. Teraz zobaczyliśmy iż to nie ma nic wspólnego z „pracownikiem biurowym” oferowanym w ogłoszeniu. A na dodatek ta dziewczyna która pierwsza weszła była przekonana że dostała ta pracę i odwołała drugą rozmowę rekrutacyjną którą miała w tym samym czasie.  Oczywiście o tym wszystkim mi powiedziała w tym czasie kiedy ta druga dziewczyna była na rozmowie. Ja oczywiście już wiedziałem, ze tam pracował nie będę ale chciałem się zachować przyzwoicie (w przeciwieństwie do ludzi z tej firmy) i pójść na tą rozmowę aby kulturalnie im powiedzieć iż rezygnuje z tej pracy (w sumie to na pierwszej rozmowie już powiedziałem, iż taka praca mnie nie interesuje).

     Po wyjściu drugiej dziewczyny (która także „podziękowała” za ta pracę) przyszła kolej na mnie. Rekruterka zauważyła ( tym razem na rozmowie było 5 os. chyba wszyscy którzy tam pracowali)  iż ja cały czas rozmawiam z tą pierwszą dziewczyną wiec po zaproszeniu mnie do pokoju padło od razu pytanie – najdziwniejsze z jakim się spotkałem w trakcie poszukiwanie pracy, cytuje „Czy ta pani z która pan rozmawiał to pana dziewczyna?” I drugie „Co ona o nas powiedziała panu?” Oczywiście pierwsze pytanie zbiło mnie z tropu na chwilkę, ale zaraz wyjaśniłem, iż nie jest i że wiem już wszystko odnośnie tej pracy i jednak podziękuję za proponowana współpracę. Oczywiście zaczęli mnie przekonywać ile to nie zarobię, tz. ile to oni nie zarabiają. Na moje stwierdzenie, iż ja tu przyszedłem ponieważ aplikowałem na inna ofertę pracy która zamieścili w ogłoszeniu więc jeśli tamta oferta nie jest aktualna to moja obecność na rozmowie jest bezcelowa, zaczęli mnie przekonywać że to najlepsza praca i w sumie to tamto ogłoszenie było nie aktualne i rekrutowali na akwizytora (czyli niezła ściema).

     Dowiedziałem się potem iż wiele os. tak już się nabrało ale jak się dowiadywali o co chodzi to rezygnowali.  Potem cały czas widziałem ogłoszenia tej firmy jakoby rekrutowali na różne stanowiska, ale w Internecie znalazłem informacje iż wszystko to było oszustwo ponieważ w gruncie rzeczy zawsze chodziło o akwizycję. Niestety jeszcze kilka razy się tak naciąłem (i w każdym przypadku chodziło o akwizycje). Z lektury forów internetowych wiem także, ze bardzo wiele osób tak samo zostało oszukanych, niektóre nawet nieświadome pojechały na takie pierwszy dzień w pracy, i jak zobaczyły na czym to polega to zrezygnowały. Ja po kilku takich rozmowach nauczyłem się poznawać takie ogłoszenia i dokładnie sprawdzać firmy, do których aplikuję i opinie o tych firmach. Choć czasem i to nie było łatwe, ale to temat na kolejną opowieśćJ                


niedziela, 24 czerwca 2012


2. Temat- Poszukiwanie pracy.

     Tuż przed ukończeniem studiów i przed obroną pracy magisterskiej rozpocząłem intensywne poszukiwania pracy. Oczywiście szukałem już pracy dużo wcześniej przed ukończeniem studiów.

Przystępując do szukanie pracy nie zdałem się tylko na szczęście, ale postanowiłem robić to planowo i metodycznie. W tym celu  wypisałem sobie listę firm do których wysłałem CV. Ponadto szukanie pracy podzieliłem na takie 7 podtypów (tz. 7 sposobów jak mogę szukać pracy). Oto one:

1.       Wysyłanie e-maili z CV w odpowiedzi na oferty pracy z internetu i z gazet.

2.       Wysyłanie e-maili z CV i wypełnianie kwestionariuszy na stronach internetowych firm.

3.       Danie ogłoszeń z informacja iż szukam pracy na internetowych portalach z ogłoszeniami (ok. 20 takich ogłoszeń na 20-tu portalach i stronach).

4.       Chodzenie z CV bezpośrednio do firm-zrobienie listy takich firm.

5.       Zapisanie się do prywatnych agencji pośrednictwa pracy i pracy tymczasowej.

6.       Zapisanie się do Urzędu pracy i szukanie tam pracy lub stażu.

7.       Jeśli żaden z poniższych sposobów nie przyniesie efektów to otwarcie własnej działalności gospodarczej, możliwe też w akademickich inkubatorach przedsiębiorczości.

     Korzystając z tych 7 sposobów w sumie wysłałem ok. 1 000 CV, zaliczyłem kilkadziesiąt rozmów rekrutacyjnych. To wszystko zajęło mi ok. roku, ale na szczęście zakończyło się powodzeniem. Jak widać nie jest łatwo znaleźć pracę absolwentom uczelni(nie tylko mój przykład to pokazuje), ale na szczęście przy wytrwałości u upartości w dążeniu do celu pracę można znaleźć. Oczywiście nie znalazłem pracy w zawodzie, ale zawsze trzeba od czegoś zacząć jak to mówią i jak trudno o jakakolwiek pracę to trzeba brać co jest, a dopiero później szukać czegoś lepszego. Ja właśnie tak zrobiłem i nie żałuję. Mimo iż pierwsze prace jakie miałem nie były moimi wymarzonymi, ani jakimiś ciekawymi ale dały mi doświadczenie dzięki któremu mogłem w dość krótkim okresie zmienić pracę na lepszą. Wiadomo iż świeżo po studiach bez doświadczenia trudno o dobrą pracę. Ale już jak się ma jakieś doświadczenie to rozmowy rekrutacyjne wyglądają inaczej i wtedy łatwiej o zmianę pracy na lepszą.

     Oczywiście samo poszukiwanie pracy nie jest ani łatwe ani przyjemne. Nieraz się dołowałem, traciłem już nadzieję na ta pracę, no ale zawsze przychodził kolejny dzień, kolejne wysłane CV i w końcu znalazłem tą oczekiwaną pracę. Nie chciałbym przedstawiać tu szczegółowo moich niepowodzeń w poszukiwaniu pracy, na pewno wielu z czytających tego bloga ma takie same doświadczenia więc po co się dołować jeszcze bardziej. Zamiast tego chciałbym tu napisać o różnych ciekawych, często śmiesznych sytuacjach które mnie spotkały podczas poszukiwania pracy.  Sytuacje te dotyczyły w większości samych rozmów rekrutacyjnych, które miały naprawdę bardzo różny przebieg. Jedne były zabawne, inne dziwne, a jeszcze inne przytoczę tu ku przestrodze jak nie dać się nabrać firmom krzakom, lub takim co chcą dorobić się kosztem pracowników i nagminnie oszukują w ogłoszeniach o pracę szukając zdesperowanych pracowników.  

Zapraszam do lektury i komentowania, może komuś zdarzyły się podobne sytuację, lub inne o których chciałby tu napisać J

sobota, 9 czerwca 2012


Tak się zastanawiam, tak na zwykły chłopaki rozum. Przecież to wszystko się zapętla i nikt nic z tym nie robi. Największe pole manewru  ma tu jak mi się wydaje rząd. Gdyby rząd obniżył koszty pracy       ( czytając to minister finansów już by powiedział, że się nie da bo dziura budżetowa i w ogóle brakuje pieniędzy. A przy wysokich kosztach pracy i coraz wyższych podatkach i tak cały czas brakuje pieniędzy-to już temat na inny wpis), to na pewno w krótkim okresie taka obniżka kosztów pracy miała by znaczenie i przez to trochę by uszczupliła wpływy do budżetu, ale za to w dłuższej perspektywie czasowej wpływy by wzrosły. Oprócz wzrostu dochodów budżetu w dłuższej perspektywie ważniejsze jest to, że na takiej zmianie skorzystała by każda z wymienionych wcześniej (wcześniejszy wpis)  zainteresowanych stron ( państwo, pracodawcy no i oczywiście pracownicy).   

     Oczywiście jeśli by obniżona tylko koszty pracy to skorzystali by na takiej zmianie wyłącznie przedsiębiorcy, a najlepiej jeśli na takiej zmianie skorzystali by wszyscy. Wiec tu można wrócić do pomysłu „Solidarności” aby od każdej umowy w takim samym wymiarze były odprowadzane składki (emerytalne, rentowe i inne). Te oba pomysły ( obniżka kosztów pracy i zrównanie składek we wszystkich typach umów) powinny zostać wprowadzone równocześnie. Dzięki czemu każdy by na tym zyskał.

Ø  Pracownicy-od każdego rodzaju umowy mieli by odprowadzane takie same składki ,dzięki czemu mieliby np. emerytury, urlopy i inne rzeczy których obecne umowy śmieciowe są pozbawione. Ponadto przez to, iż koszty pracy by spadły ( jak na razie to kwestia do szerszej dyskusji) pracodawcom mniej opłacałoby się zatrudniać na umowy śmieciowe ( które dzięki składkom byłyby mniej śmieciowe), a bardziej na umowę o pracę gdyż koszt umów byłby podobny.  

Ø  Pracodawcy-dzięki zmniejszeniu opodatkowania pracy, spadły by ich koszty dzięki czemu ich firmy stały by się bardziej konkurencyjne. Ponadto przy niższych kosztach można zatrudnić więcej pracowników na umowy o pracę co obniżyłoby rotacje pracowników, którzy byliby bardziej zadowoleni i bardziej by się identyfikowali z daną firmą. Dobry pracownik, wykształcony z długim stażem jest bardzo cenny dla firmy, więc to opłacalna zmiana dla firm, najpierw zatrudnić na umowę tz. „śmieciową” ale już z pełnymi składkami, a gdy pracownik się sprawdzi wtedy można go zatrudnić proponując mu stabilne warunki zatrudnienia na umowę o pracę, której koszty nie różniły by się znacząco od kosztów innych umów.

Ø  Państwo-mimo początkowego obniżenia przychodów (być może nawet nieznacznego jeśli oba pomysły weszły by w życie równocześnie), to w dłuższej perspektywie przychody by wzrosły, a wydatki zmalały. Miedzy innymi dzięki  płaceniu składek od wszystkich umów rząd mniej by dopłacał np. do ZUS. Oczywiście państwo polskie zyskałoby także inne wymierne korzyści. Dzięki temu iż więcej ludzi miałoby stałą pracę w oparciu o umowę o pracę, mogli by stabilnej planować swoją przyszłość w tym zakładanie rodzin i np. zakupy, firmy mogły by więcej inwestować dzięki stabilniejszemu popytowi i niższym kosztom pracy co w konsekwencji doprowadziłoby do spadku bezrobocia. Spadek bezrobocia także przysporzył by dochodów państwu ( więcej podatków od osób pracujących), i obniżył wydatki ( np. na bezrobotnych właśnie). To wszystko razem daje wzrost gospodarczy a co za tym idzie wyższe wpływy z podatków (m.in. VAT). Oczywiście niewątpliwym plusem są tu także koszty społeczne takie jak zadowolenie ludzi i większe poczucie stabilizacji.

     Tak więc  dzięki tylko dwóm pomysłom można rozwiązać wiele kwestii które na rozwiązanie czekają już wiele lat. Jak wcześniej pokazałem rozwiązanie te są korzystne dla wszystkich stron, a więc nikt nie byłby pokrzywdzony przy ich wprowadzaniu w życie. O to chyba powinno chodzić w rozwoju państwa. Wszyscy powinni czerpać z tego korzyści ( jak to się mówi „mieć coś z tego”), a nie jak obecnie ze z rozwoju gospodarczego korzysta tylko nieliczna garstka ludzi. Dlaczego u nas jest tak ze tylko nieliczni korzystają na wzroście gospodarczym skoro wprowadzając w życie tylko te dwa pomysły można pomóc ludziom i całej gospodarce. Niestety jak dotychczas nikt tego nie chce zrobić, choć każdy dotychczasowy rząd podobno rządził w interesie i dla dobra ogółu…?



Zapraszam do dyskusji i komentowaniaJ

poniedziałek, 28 maja 2012


1. Temat Koszty pracy.

     Bezskutecznie szukając pracy wpadłem na pomysł aby założyć własna firmę i dzięki temu samemu stworzyć sobie miejsce pracy. Przy projektowaniu biznesplanu zauważyłem jednak kilka ciekawych rzeczy. Chodzi tu o koszty pracy. Zakładając sklep internetowy przydałoby się zatrudnić choć jednego pracownika ( miał to być większy sklep, wiec sam bym nie był w stanie wszystkiego ogarnąć). Według biznesplanu i prognoz zysk sklepu (oczywiście po kilku miesiącach działalności) wyniósł by 6 000 zł już po odliczeniu wszystkich podatków, które bardzo go uszczupliły. Z tego aby zatrudnić pracownika na umowę o pracę i za godziwe wynagrodzenie tz. 2 000 zł netto miesięcznie plus jakieś premie musiałbym wydać ponad połowę zysku czyli około 3 600 zł brutto. Czyli aby zapłacić pracownikowi 2 000 zł plus premię, muszę zapłacić państwu polskiemu haracz za to, że zatrudniłem tego pracownika 1 600 zł w postaci ZUS i innych podatków.

     Niestety nawet pracownik z tego haraczu nie skorzysta, bo jaka dostanie emeryturę??? AN co więc te pieniądze pójdą??? Już teraz po tych pierwszych doświadczeniach zaczynam rozumieć dlaczego właściciele, szczególnie małych firm zatrudniają pracowników na tzw. „umowy śmieciowe”  Wtedy na umowę zlecenie, a tym bardziej na umowę o dzieło można pracownikowi zapłacić ponad 2 000 zł przy znacznie niższym haraczu dla państwa. Przy ostrej konkurencji rynkowej ma to szczególnie dla małych firm bardzo duże znaczenie, jest to dla firmy czasem nawet kwestia „być albo nie być”.
     Niestety ma to swoja druga stronę. Dla pracownika taka umowa śmieciowa jest znacznie gorsza od umowy o pracę (składki, urlopy, okres wypowiedzenia i inne). Czyli pracodawcy w celu redukcji kosztów ( oczywiście chodzi tu o redukcje kosztów w celu walki z konkurencją, choć niestety niektórzy ograniczają w ten sposób koszty aby zyski zagarnąć do własnej kieszeni) zatrudniają pracowników właśnie na takie umowy. Przez to pracownicy nie maja gwarancji stabilności


zatrudnienia i przywilejów jakie daje umowa o pracę. Np. w umowach o dzieło sami musza sobie składki opłacać. W takim przypadku znacznie rozpowszechnionych „umów śmieciowych” państwo także na tym traci choćby z braku składek emerytalnych nie odprowadzanych od tych umów. Przez co potem emerytury takich pracowników będą dotowane z budżetu.

     Solidarność podnosiła postulat aby od wszystkich umów odprowadzane były składki (w tym emerytalne), choć gdyby zrównano koszty do poziomu umowy o pracę to bezrobocie znacznie by wzrosło, szczególnie w sektorze usług. Wiele firm z tego sektora, szczególnie małych by wzrostu kosztów nie wytrzymało. Swoja drogą pracodawcy także tracą na szerokim wykorzystywaniu umów śmieciowych, ponieważ pracownik na takiej umowie nie czuje się związany z firmą ( czuje się gorszy od tego z umową o pracę), i w najbliższej nadarzającej się okazji może przejść do konkurencji gdzie może otrzymać lepsze warunki. Firma na tym straci, szczególnie gdy będzie to dobry i doświadczony pracownik, którego nie łatwo będzie zastąpić, a jeśli się to uda to będzie wymagało sporo czasu i kosztów np. na szkolenia.  Czyli w ogólnym rozrachunku umowy takie także generują straty dla firmy.

     Tak więc wszystkie trzy strony ( pracownicy, pracodawcy i państwo) ponoszą straty związane z szerokim wprowadzeniem w naszym kraju umów śmieciowych ( podobno mamy największy odsetek takich umów w całej Unii Europejskiej).

Ciąg dalszy nastąpi.

niedziela, 27 maja 2012


Blog społeczno-gospodarczy.

Blog przedstawiający zagadnienia społeczno-gospodarcze z punktu widzenia zwykłego polaka.

     Na początek coś o mnie, nie chce tu za wiele pisać, ponieważ jestem zwykłym polakiem, jakich wielu i z takiej perspektywy też będę tu pisał. Wiec podam o sobie tylko ogólne informacje.   Jestem zwykłym polakiem, młodym, ukończyłem studia magisterskie i potem studia podyplomowe, jak większość miałem problemy ze znalezieniem pracy, ale w końcu mam pracę dającą mi satysfakcje i dochody. Mieszkam na wschodzie polski- tz. „ścianie wschodniej”.

    Do napisania tego bloga skłoniła mnie sytuacja w Polsce i po części obecny kryzys gospodarczy.  Nie jestem jakimś autorytetem w tych sprawach. Wszystko, co pisze opiera się na moich przemyśleniach i spostrzeżeniach z życia codziennego. Sam interesuje się tym, co się wokół dzieje-jak tylko mam czas czytam prasę drukowaną, ale też tą w Internecie, oglądam telewizję i po prostu obserwuję sytuację, jakiej się znajdujemy. Chciałbym tu przedstawić problemy  nurtujące zwykłego człowieka. Takie które zwykłych ludzi dotyczą. Oczywiście wyrażam moje subiektywne opinie, więc zapraszam do komentowania bloga i dyskusji na nim-być może to przyczyni się w jakimś, choć małym stopniu do zmian i poprawy sytuacji.    

     Ps. Ortografia i interpunkcja nie jest moja mocna stroną wiec z góry przepraszam za drobne błędy i tz. chochliki, które pewnie nie jeden raz się wkradną w tekst. Mam nadzieje ze nie przeszkodzi to zbytnio w ogólnej lekturze.