wtorek, 26 czerwca 2012


Jedną z pierwszych rozmów rekrutacyjnych jaką miałem po obronie pracy magisterskiej była rozmowa rekrutacyjna na stanowisko pracownika biurowego (tak mi się przynajmniej na początku wydawało). W ogłoszeniu napisali iż to jest rekrutacja na pracownika biurowego w młodej i dynamicznej firmie. Niestety już na początku nie mogłem znaleźć żadnych informacji o tej firmie, ale w końcu to miała być młoda firma więc poszedłem na rozmowę. Firma miała swoja siedzibę w starym biurowcu, a w zasadzie siedziba to za dużo powiedziane. Był to jeden pokój z wydrukowana kartką na drzwiach na której widniała nazwa firmy i informacja iż w tym pokoju jest rekrutacja. Sama rozmowa także przebiegała dość dziwnie ponieważ nie dowiedziałem się czym ta firma się zajmuję, ani czym ja miałbym się zajmować. Na rozmowie padały same ogólniki, a to co z niej zapamiętałem to rekrut era który nawet nie był zainteresowany moim CV, nie pytał mnie o doświadczenie ani o wykształcenie. Zapadło mi w pamięć tylko jedna pytanie „Jakiej pracy nie chciał by pan wykonywać?” Moja odpowiedź brzmiała: „Takiej do której nie mam kwalifikacji i przez to mógłbym komuś zaszkodzić np. pracy jako lekarz (ponieważ nie znam się na leczeniu ludzi) i akwizycji ponieważ do tego się nie nadaję.  Na tym się skończyła rozmowa, oczywiście z informacją iż jak nie odzwonią w ciągu tygodnia to wybrali kogoś innego.

     Oczywiście w ciągu tygodnia nie odzwonili, ale jakież było moje zdziwienie kiedy oddzwonili po 2 tygodniach z informacja iż otrzymałem ta pracę i mam przyjść na kolejny dzień aby dogadać warunki. Po przyjściu następnego dnia zobaczyłem iż oprócz mnie Czekaja tam jeszcze 2 dziewczyny. W sumie czekaliśmy tak ponad 30 min. Oczywiście te dziewczyny AK jak ja nie wiedziały czym się firma zajmuje i co miały by robić. Najpierw weszła jedna z nich a ja w tym czasie porozmawiałem z drugą. Ta pierwsza dziewczyna dość szybko wyszła i to bardzo wkurzona gdyż okazało się że ta praca polega na akwizycyjnym wciskaniu ludziom jakiejś telewizji na kartę, chodzenie po jakiś miasteczkach i wciskaniu ludziom tej telewizji na kartę. Samo wynagrodzenie miały być wyłącznie prowizyjce. Teraz zobaczyliśmy iż to nie ma nic wspólnego z „pracownikiem biurowym” oferowanym w ogłoszeniu. A na dodatek ta dziewczyna która pierwsza weszła była przekonana że dostała ta pracę i odwołała drugą rozmowę rekrutacyjną którą miała w tym samym czasie.  Oczywiście o tym wszystkim mi powiedziała w tym czasie kiedy ta druga dziewczyna była na rozmowie. Ja oczywiście już wiedziałem, ze tam pracował nie będę ale chciałem się zachować przyzwoicie (w przeciwieństwie do ludzi z tej firmy) i pójść na tą rozmowę aby kulturalnie im powiedzieć iż rezygnuje z tej pracy (w sumie to na pierwszej rozmowie już powiedziałem, iż taka praca mnie nie interesuje).

     Po wyjściu drugiej dziewczyny (która także „podziękowała” za ta pracę) przyszła kolej na mnie. Rekruterka zauważyła ( tym razem na rozmowie było 5 os. chyba wszyscy którzy tam pracowali)  iż ja cały czas rozmawiam z tą pierwszą dziewczyną wiec po zaproszeniu mnie do pokoju padło od razu pytanie – najdziwniejsze z jakim się spotkałem w trakcie poszukiwanie pracy, cytuje „Czy ta pani z która pan rozmawiał to pana dziewczyna?” I drugie „Co ona o nas powiedziała panu?” Oczywiście pierwsze pytanie zbiło mnie z tropu na chwilkę, ale zaraz wyjaśniłem, iż nie jest i że wiem już wszystko odnośnie tej pracy i jednak podziękuję za proponowana współpracę. Oczywiście zaczęli mnie przekonywać ile to nie zarobię, tz. ile to oni nie zarabiają. Na moje stwierdzenie, iż ja tu przyszedłem ponieważ aplikowałem na inna ofertę pracy która zamieścili w ogłoszeniu więc jeśli tamta oferta nie jest aktualna to moja obecność na rozmowie jest bezcelowa, zaczęli mnie przekonywać że to najlepsza praca i w sumie to tamto ogłoszenie było nie aktualne i rekrutowali na akwizytora (czyli niezła ściema).

     Dowiedziałem się potem iż wiele os. tak już się nabrało ale jak się dowiadywali o co chodzi to rezygnowali.  Potem cały czas widziałem ogłoszenia tej firmy jakoby rekrutowali na różne stanowiska, ale w Internecie znalazłem informacje iż wszystko to było oszustwo ponieważ w gruncie rzeczy zawsze chodziło o akwizycję. Niestety jeszcze kilka razy się tak naciąłem (i w każdym przypadku chodziło o akwizycje). Z lektury forów internetowych wiem także, ze bardzo wiele osób tak samo zostało oszukanych, niektóre nawet nieświadome pojechały na takie pierwszy dzień w pracy, i jak zobaczyły na czym to polega to zrezygnowały. Ja po kilku takich rozmowach nauczyłem się poznawać takie ogłoszenia i dokładnie sprawdzać firmy, do których aplikuję i opinie o tych firmach. Choć czasem i to nie było łatwe, ale to temat na kolejną opowieśćJ                


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz